Image
fot. arch. prywatne
  • Home
  • Śrem
  • Chce zostać IronWoman. Rozmowa ze śremianką Joanną Preiss, która marzy o nowym rowerze

Chce zostać IronWoman. Rozmowa ze śremianką Joanną Preiss, która marzy o nowym rowerze

Co o tym sądzisz?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

Z Joanną Preiss spotykamy się w chwili, gdy intensywnie przygotowuje się do startu w kolejnych zawodach. Marzy też o tym, by zostać IronWoman. Kto to taki?


Berdychowski Kwiecien2 2024

IronWoman to kobieta, która zawsze pamięta o mocy swojej kobiecości, dzielnie stawiając czoła przeciwnościom losu. Zatroskana o siebie i swoją rodzinę, nie poddaje się, lecz konsekwentnie działa i posuwa się naprzód. Jest pewna, że może osiągnąć wszystko, więc śmiało podąża w kierunku swoich wyznaczonych celów – zarówno tych sportowych, edukacyjnych, jak i zawodowych. Przy tym zawsze pamięta, że miłość i rodzina stanowią fundament równowagi i spełnienia w życiu. I taka właśnie jest pani Joanna.

Dominika Górna: Pani Joanno spotykamy się, ponieważ w sieci znalazłam pani zbiórkę na portalu zrzutka.pl. Pisze pani w niej, że marzy o nowym rowerze, o tym, by wystartować w zawodach typu IronMan w Gdyni. W opisie zbiórki czytamy także, że wystartuje pani we wrześniowym triathlonie w Śremie. Rozumiem, że stąd potrzeba posiadania dobrego sprzętu. A ten tani nie jest…

Joanna Preiss. No niestety nie. Mam za sobą kilka startów. Ostatnio wzięłam udział w duathlonie w Czempiniu. To taka namiastka triathlonu. Oczywiście do tematu podeszłam ambitnie. W maju tego roku wystartowałam na pełnym dystansie (10 km bieg, 60 km rower, 10 km bieg) w zawodach rangi mistrzostw Polski. Udało mi się je ukończyć. Były to zawody pełne emocji, wzruszeń, gdzie na mecie dosłownie się popłakałam, a wiele osób podziwiało i gratulowało ukończenia zawodów na takim sprzęcie.



DG: Na takim sprzęcie, czyli jakim?

JP: Mam zwykły marketowy rower, z którego i tak się cieszę, bowiem do niedawna trenowałam na rowerze syna. Zorientowałam się, że z moim rowerem jest coś nie tak, gdy jechałam z górki, całkiem zadowolona, a tu nagle wyprzedził mnie starszy pan z brzuszkiem krzycząc „kręć młoda, kręć!”. Kręciłam! Na mecie podszedł do mnie, pogratulował mi startu i zwrócił uwagę, że szkoda się tak męczyć na tym rowerze. Wówczas zrozumiałam, że w tym sporcie bardzo ważny jest nie tylko mocny charakter, kondycja, ale przede wszystkim dobry sprzęt. Bez niego nie dam rady zdobywać dobrych wyników. A mam ochotę na więcej (śmiech).

Mimo ogromnego charakteru i serca do spełnienia wymarzonego celu konieczny jest zakup kosztownego sprzętu, na który zwyczajnie w tej chwili mnie nie stać, mam rodzinę i inne pilne wydatki. Dlatego z ciężkim sercem, ale i z wielką nadzieją zwróciłam się w Internecie z prośbą o pomoc w realizacji i spełnieniu moich marzeń.

DG: Jaki to jest koszt? Ile kosztuje start? Ile trzeba wydać na rower i strój?

JP: Samo wpisowe na triathlon kosztuje 550 euro. Najtańszy strój triatlonowy i to średniej jakości to wydatek rzędu 300 zł w sieciówce, a pianka do pływania to kolejne 500 zł. Najdroższą częścią tej układanki jest rower. Kwota to co najmniej 15 tys. zł za rower jakościowo dobry, ale mimo wszystko to i tak jest niższa półka. Zależy mi na tym, aby był lekki, karbonowy z napędem 2 x 11. Musi być przede wszystkim funkcjonalny. Okazuje się, że w rowerze znaczenie ma nawet ilość szprych w kole. Ważny też jest kask i wiele innych mniejszych rzeczy… Samo uzbieranie sprzętu pewnie zajmie mi sporo czasu (plus oczywiście przygotowanie) więc jest plan, by wystartować najwcześniej w 2025.

I muszę otwarcie przyznać, że długo walczyłam ze sobą, z myślami czy zakładać tę zrzutkę. Nie jestem typem człowieka, który się o coś prosi. Małymi kroczkami wchodziłam w sport, by mieć komfort biegu czy jazdy na rowerze. Dlatego też dotychczas kupowałam potrzebne wyposażenie na raty. Tak było z rowerem czy zegarkiem sportowym. Dziś dla mnie wzięcie kredytu jest dość ryzykowne…

Pytałam również w moim zakładzie pracy czy pomaga finansowo w takich sytuacjach. Również mój mąż dopytywał. Niestety nie, ale kolega z pracy mnie bardzo zmotywował do treningów i właśnie on zasugerował, abym założyła zbiórkę. I właśnie koledzy z pracy jako jedni z pierwszych dorzucili swój „grosik”. Jestem im za to ogromnie wdzięczna.

DG: Jak zatem rozpoczęła się ta szalona przygoda z bieganiem, kolarstwem i pływaniem?

Inspirującą odpowiedź na to pytanie i kilka kolejnych przeczytacie w najnowszym papierowym wydaniu Tygodnia Ziemi Śremskiej (w sklepach od czwartku, 3 sierpnia) lub w e-wydaniu.

Zostaw komentarz