Wolność ma swoją cenę
Mówi się, że sprawiedliwość bywa nierychliwa, ale w końcu zawsze upomina się o swoje. O prawdziwości tego powiedzenia boleśnie przekonało się w miniony weekend dwóch mężczyzn, których drogi skrzyżowały się z funkcjonariuszami Komendy Powiatowej Policji w Śremie.
Człowiek wypiera ze świadomości stare grzechy – niezapłacony mandat, zignorowaną grzywnę sądową czy inne zaległości finansowe wobec państwa. Z czasem rodzi się złudne poczucie bezpieczeństwa. Aż do momentu, gdy na drodze pojawia się policyjny lizak lub do drzwi pukają funkcjonariusze.
Tak właśnie wyglądała niedziela pewnego kierowcy Mercedesa w gminie Dolsk. Rutynowa kontrola drogowa, jakich policjanci z drogówki przeprowadzają tysiące. Dzień dobry, dokumenty, sprawdzenie trzeźwości. Wszystko wydawało się być w porządku, dopóki dane kierowcy nie trafiły do policyjnych systemów informatycznych. Weryfikacja w bazie to moment prawdy, który dla kierującego Mercedesem okazał się zimnym prysznicem. System zaświecił na czerwono: osoba poszukiwana. Powód? Nieuregulowane grzywny, które sąd zamienił już na zastępczą karę pozbawienia wolności.
Reklama
W jednej chwili rutynowa kontrola zmieniła się w procedurę zatrzymania. Perspektywa była jasna: prosto z wygodnego fotela samochodu do celi w areszcie śledczym. Prawo przewiduje jednak w takich sytuacjach pewne „koło ratunkowe”. Dłużnik może uniknąć odsiadki, jeśli natychmiast, na miejscu, ureguluje całą zaległość. Kierowca stanął więc przed wyborem: więzienie albo spory wydatek. Wybrał wolność, choć kosztowało go to aż 5 tysięcy złotych, które musiał błyskawicznie wpłacić na konto sądu. Po okazaniu dowodu wpłaty, policjanci mogli odstąpić od osadzenia go w zakładzie karnym.
Reklama
Jeszcze skuteczniejszym „nosem” wykazali się funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego, którzy nie czekali na przypadkową kontrolę, ale aktywnie namierzyli poszukiwanego. Już w piątek dotarli do 23-letniego mieszkańca Poznania, który również figurował w systemie jako osoba mająca do odbycia karę za długi. Młody mężczyzna znalazł się w identycznej sytuacji co kierowca Mercedesa. Widmo aresztu zadziałało na wyobraźnię i portfel niezwykle mobilizująco. 23-latek, chcąc pozostać na wolności, musiał sięgnąć głęboko do kieszeni i wpłacić 2 tysiące złotych zaległej grzywny.



