Dlaczego 24 grudnia siadamy do uroczystej wieczerzy wigilijnej?
24 grudnia chrześcijanie obchodzą Wigilię Bożego Narodzenia. W Polsce ma ona szczególny wymiar wieczerzy, kiedy spotyka się cała rodzina oraz rozdawane są prezenty. Jednak nie zawsze tak było i co ciekawe nie jest to wielowiekowa tradycja.
To już trzeci rok, kiedy z Państwem zgłębiam tajemnice Bożego Narodzenia. Wszystko zaczęło się od reakcji na przekłamania w przestrzeni publicznej na temat pochodzenia święta i obchodów.
W następnym roku przyszedł czas na poznanie historii obchodów Wigilii Bożego Narodzenia, gdyż setki lat temu wyglądało to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Były związane stricte z obrządkiem religijnym i protoplastą pasterki.
Reklama
Wigilia Bożego Narodzenia przenika radość bliskiego już święta. W lekcji na ten dzień w Mszale Rzymskim św. Paweł streszcza naukę o Chrystusie: „Syn Dawida według ciała, Syn Boży w mocy”. W Betlejem rozpoczyna On ziemską pielgrzymkę, która zaprowadzi Go na krzyż i do Zmartwychwstania. Bramy Kościoła są otwarte na wejście niebieskiego Króla. Wigilia to ostatni dzień przygotowania. Trzeba otworzyć przed Nim bramy naszych dusz. Godnym i serdecznym przyjęciem naprawmy zniewagę, której Jezus doznał w Betlejem i doznaje poprzez wieki od tych, którzy Go nie przyjmują. Wigilia to dar. Dar szczególny, jaki jej uczestnicy dają sobie poprzez życzenia, spożywane wiktuały i prezenty. To radosne obdarowywanie się nawzajem i wpisywanie w życie stów Chrystusa, ze „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”.
Wigilia przypomina agapy pierwszych chrześcijan. W wielu domach wieczerza wigilijna to jedyny moment w roku, kiedy w rodzinie czytana jest Biblia. Czymś wyjątkowym jest zwyczaj łamania się opłatkiem, wypieczonym w ten sam sposób, co hostie używane w czasie mszy św. Dzielenie się opłatkiem nawiązuje do starożytnych eulogii, czyli chlebów, które przynoszono na Eucharystię. Nie były one konsekrowane, tylko błogosławione i zanoszone do domów. Składanie sobie życzeń wyraża gotowość do przebaczenia, do odnowienia lub umocnienia rodzinnych więzów. Dodatkowe nakrycie na stole to piękny znak pamięci o zmarłych lub o tych bliskich osobach, które tego wieczoru nie mogą by razem z nami, a także znak gotowości do przyjęcia w naszym domu tych, którzy nie mają dokąd się udać.
Wieczerza
Z XVIII wieku pochodzą najwcześniejsze, bardzo krótkie, opisy wieczerz wigilijnych na polskich ziemiach. Obszerniejsze opisy pochodzą np. z pierwszej połowy XIX wieku. Jednak wiadomo, że Wigilia królewska na dworze Jana III Sobieskiego odbywała się w salach zamku królewskiego na Wawelu – 12 tradycyjnych dań i wiązkę siana pod obrusem podawano już wtedy. W książce „Wigilia w polskim dworze” Elżbiety Jaraczewskiej możemy przeczytać:
„Stały tam na stole na przemian zupa migdałowa i barszcz z uszkami. Nastąpiły po nim w zwykłym porządku szczupak z szafranem, ryz z podróbkami, kapusta z linem, ryby po lwowsku, placuszki z makiem, karp z miodownikiem, grzanki do oliwy i wina, ryby smażone i po nich zamiast kompotu jak zwykle gruszki gotowane ze śliwkami i obwarzankami”.
Natomiast jak wyglądały stoły wigilijne w biedniejszych domach, pisał np. Władystaw Reymont w „Chłopach”:
„Najpierw był buraczany kwas gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem szły śledzie w mace obmaczane i smażone na oleju konopnym, potem zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona. A na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej maki z miodem zatarte i w makowym oleju uprażone. A przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ani strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego…”
Od niepamiętnych czasów wieczerza wigilijna składała się z postnych dań. Na stół podawano ryby, potrawy z mąki, kaszy, świeżych i suszonych grzybów, owoców, warzyw, miodu i orzechów. Zwyczaj nie jedzenia mięsa, odziedziczony po pogańskich przodkach, związany był z prastarym wierzeniem, że człowiek i zwierzę stanowią jedną rodzinę. W wieczór wigilijny przemawiano do zwierząt domowych i częstowano je potrawami wigilijnymi. Panowało także powszechne przekonanie, że zwierzęta w tę noc mówią ludzkim głosem.
Niektórym produktom, od czasów przedchrześcijańskich, przypisywano właściwości „magiczne”. Wynikało to z pełnego czci stosunku ludzi do pożywienia oraz z lęku przed nieurodzajami i klęskami głodu. Wierzono, że spożycie w wieczór wigilijny symbolicznych potraw zapewni domownikom zdrowie oraz obfite zbiory. Aby uniknąć w przyszłości klęsk głodu, na wigilijny stół podawano potrawy przygotowane z płodów pól, lasów, sadów, rzek i stawów. Miało to zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Stąd też przygotowywano wiele potraw, a przynajmniej tyle, ile produktów wytwarzano w gospodarstwie. Aby nie zaznać głodu w przyszłości, nie należy zjadać potraw wigilijnych do końca. Pozostawione po kolacji okruchy oraz resztki potraw zbierano bardzo starannie i zanoszono zwierzętom.
Wszystkim daniom wigilijnym od wieków przypisywano jakieś znaczenie. Opłatek symbolizował zgodę i jedność, a chleb dobrobyt i początek nowego życia. Ziarno zbóż oraz wypieki z maki miały zapewnić pomyślność w nadchodzącym roku, zboże uznawane byto za źródło życiodajnej mocy i plenności. Rybie przypisywano przede wszystkim znaczenie religijne: przypominała o chrzcie, zmartwychwstaniu i nieśmiertelności, ale była też symbolem płodności i odradzania się życia. Kapustę w wieczerzy wigilijnej wiązano z życiodajną sita sprawiająca, iż po zimowym uśpieniu cała przyroda ponownie odrodzi się na wiosnę. Groch chronił przed chorobami, a zwłaszcza świerzbem, a w połączeniu z kapustą gwarantował urodzaj. Grzyby, według wierzeń ludowych, ułatwiały nawiązanie kontaktu ze światem zmarłych. Mak był symbolem płodności. Potrawy z miodu miały zapewnić biesiadnikom przychylność sit nadprzyrodzonych. Jabłko spożyte podczas wieczerzy wigilijnej chroniło przed bólem gardła, a orzechy eliminowały ból zęba. Jak można wydedukować wiele z tych wierzeń wychodziło poza ramy chrześcijaństwa, ale większość miało swój logiczny sens, patrząc np. na działanie danych warzyw.
Opłatek
Kulminacyjnym momentem polskiej wieczerzy wigilijnej jest zwyczaj łamania się opłatkiem. Opłatki są pozostałością starochrześcijańskich eulogii, czyli chleba ofiarnego, który składano na ołtarzu w czasie przygotowania darów, jak to jest w zwyczaju jeszcze dzisiaj u prawosławnych. Część z tych chlebów odbierano do konsekracji, a resztę poświęcano po mszy św. i zamiast Eucharystii rozdawano tym, którzy nie przyjmowali Najświętszego Sakramentu. Tym, którzy nie mogli uczestniczyć we mszy św., posyłano je do domów. Opłatek to rodzaj ciasta z mąki pszennej i wody, pieczonego w bardzo cienkich arkuszach. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego oblatum, które oznacza dar ofiarny.
Jako pierwsi opłatki zaczęli wypiekać zakonnicy ze starego benedyktyńskiego opactwa w Cluny w Burgundii. Zwyczaj ten przejęły inne zgromadzenia. Posługiwano się pszenną mąką, mieloną w specjalnych młynach. Nie wolno było piec z niej zwykłego chleba. Ciasto wylewano na rozgrzane żelazne szczypce z kolistym wgłębieniem, na którym wyryty byt krzyż, litery IHS, insygnia Męki Pańskiej. Od XII wieku w kotach opłatkowych umieszczano baranka, nazywając taki opłatek agnuskiem. Początkowo wypiekiem opłatków zajmowali się zakonnicy. Tylko oni znali recepturę. Mniej więcej od połowy XV wieku wypiekiem zainteresowali się ludzie świeccy i od tego czasu zaczęto używać opłatków do celów pozaliturgicznych. Jest to charakterystyczne dla polskich zwyczajów. Wiek XVI przyniósł modernizację wypieku, która polegała na zastosowaniu jako formy piekarniczej, a zarazem swoistego piekarnika, żelaznych szczypiec o kształcie prostokątnym, zaopatrzonych w tabliczki z różnymi motywami bożonarodzeniowymi i ornamentami. Dawniej formy do wypieku opłatków miała prawie każda większa parafia. Przed Świętami księża lub organiści roznosili, a w niektórych rejonach nadal roznoszą, opłatki białe i barwne, składając przy tym świąteczne życzenia. Obecnie wyrobem opłatków zajmują się na terenie całego kraju specjalne piekarnie rzemieślnicze.
Według Oskara Kolberga opłatek był:
„wyrobem ludzi kościelnych, który przywoził z parafii jaki „sługa proboszcza” i dawał go każdemu w podarunku. Dzielono się nim przed wieczerzą. Już to każdy tamat sobie kawałek, już to gospodarz przełamywał się nim najpierw z gospodynią, a potem z pozostałymi uczestnikami wigilijnej kolacji. Mówiono, że kto opłatkiem z innymi w Wigilię się przełamie, ten przez cały rok będzie się mógł dzielić chlebem”.
W czasach zrywów niepodległościowych opłatek stał się symbolem jedności Polaków, pragnieniem zjednoczenia z bliskimi choćby na odległość. Zabierali go ze sobą polityczni uchodźcy po narodowych powstaniach, zesłani na daleki syberyjski step, żołnierze walczący na frontach całego świata, którzy w każdy wigilijny wieczór w sposób szczególny wracali myślą do kraju, do swych rodzin, do osób bliskich.
Zadbajmy o to, by w ten wieczór nie przeszkadzał nam telewizor. Niech nie zabraknie wspólnego kolędowania. Ten zwyczaj warto podtrzymywać i przekazywać młodemu pokoleniu. Łamanie się opłatkiem niech będzie okazją do podziękowania sobie nawzajem za dobro i przeproszenia się za przykrości. Niech Bóg narodzi się w naszych sercach, a blask betlejemskiej nocy rozjaśni i ogrzeje nasze domy, umocni miłość, wleje w serca nową nadzieję.
Odkryj więcej z TZŚ – Tydzień Ziemi Śremskiej
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


