||

Wielkopolanie a zamach majowy. Walka za legalny rząd

Img 4548
Rodzina opłakująca ofiarę i zbiorowa mogiła ofiar, a na środku wycinek z Kuriera Poznańskiego (fot. NAC/WBC)

100 lat temu rozegrał się dramat dla ówczesnych Polaków, kiedy to grupa zwolenników Józefa Piłsudskiego, dopuściła się ataku na legalnie powołany rząd, doprowadzając prawie do wybuchu wojny domowej. W efekcie zginęło kilkaset osób, a prawie 1000 było rannych. Wielkopolska stanęła w większości po stronie praworządnej Rzeczpospolitej.

Przewrót majowy w polskiej świadomości narodowej jest wydarzeniem postrzeganym bardzo różnie. Są jego zwolennicy, duża liczba tych, co w sumie wszystko, co przeszłe mają w głębokim poważaniu oraz ci, którzy uważają go za zabójstwo demokracji i zbrodnię. Celem tego artykułu nie jest ocena słuszności zamachu, jednak ukazanie go w oczach Wielkopolan, dlatego też trzeba wyjaśnić jak wyglądała sytuacja polityczna w tym regionie, jakie wartości przodowały. Jest to ważne by uświadomić sobie, jak zmieniło się wielkopolskie postrzeganie rzeczywistości. Jednak najpierw trzeba napisać, czym był ów Przewrót Majowy i jak przebiegał.

Napięcie rośnie

10 maja 1926 roku został utworzony III rząd premiera Wincentego Witosa, który opierał się o politykach związanych z narodową demokracją, chadecja oraz konserwatywnymi ludowcami (oczywiście patrząc z dzisiejszej perspektywy). Dla lewej strony sceny politycznej oraz wszystkich mniejszości narodowych, a także dla starych legionistów były nie do przyjęcia. Oliwy do ognia dodał szef PSL „Piast”, który w wywiadzie podważał autorytet Piłsudskiego. „Kurier poranny” natomiast przeprowadził rozmowę z Marszałkiem, który skrytykował Witosa wraz z wszystkimi ugrupowaniami z rządu, używając typowych dla siebie, uszczypliwych i niegrzecznych wyrażeń. Na polecenie premiera zakazano publikacji wywiadu. Następnie człowiek Piłsudskiego i zarazem odchodzący Minister Spraw Wojskowych, gen. Lucjan Żeligowski, w Rembertowie zarządził manewry wojskowe, które były podstawą siły zbrojnej zamachowców. Żołnierze odmówili powrotu do kosza nowemu ministrowi, a Żeligowski dowództwo oddał „Ziukowi”.

2b53fb0e 7fa1 4c78 b3b3 5df688e52106

Przebieg zamachu

To wszystko wydarzyło się tylko 11 maja i w dniu następnym wojska zajęły Pragę. Po południu na moście Poniatowskiego doszło do spotkania dawnych przyjaciół Prezydenta RP Wojciechowskiego oraz Naczelnika Państwa. Żaden nie chciał ustąpić ze stanowiska. I jak to bywa zazwyczaj w tak napiętych sytuacjach, jakiemuś z żołnierzy nie wytrzymała dłoń i strzelił w ok. 17. Tym sposobem rozpoczęły się walki w stolicy, które trwały do 15 maja, kiedy Prezydent wraz z całym Rządem podjęli decyzję o dymisji, wiedząc o prawdopodobieństwie wojny domowej. Były pomysły przeniesienia wojsk rządowych do Poznania i z Wielkopolski kontynuować walkę. Około 400 osób zginęło po obu stronach, a 900 zostało rannych. Co ciekawe, większość Polaków była przeciwna zamachowi, a popierały go takie obozy jak komuniści czy PPS wraz ze związkami zawodowymi. Później dołączą do tego różnej maści monarchiści czy konserwatyści.

Reakcja Wielkopolan

Wielkopolanie stanęli w większości po stronie rządowej, a z czasem pojawiały się wręcz postulaty o autonomii wraz z Pomorzem, gdyż nie chciano żyć pod rządami sanacji, co zdaje się dla przedsiębiorczych Wielkopolan dość zrozumiałe, gdyż piłsudczycy dążyli do monopolu państwowego praktycznie we wszystkich gałęziach gospodarki oraz podnosili drastycznie podatki, a najbardziej na rolnictwo, co zakończyło się strajkiem chłopskim w 1937 roku. Poznańskie było zdominowane politycznie przez endecję, chadecję oraz inne prawicowe ugrupowania, które popierały rządy Chjeno-Piasta. Właśnie politycy tych ugrupowań stali w awangardzie Powstania Wielkopolskiego oraz pełnili funkcje w samorządach. Te ugrupowania charakteryzowało przywiązanie do wolności, praworządności i demokracji, co sanacja chciała zniszczyć. Stąd też pomysły autonomii oraz chęć obrony Polski doby Konstytucji Marcowej.

Do Poznania wiadomość o zamachu dotarła 12 maja. W redakcji „Kuriera Poznańskiego” konsternacja była tak wielka, że informacji o wypadkach w Warszawie zamierzano nie publikować. Dopiero dzień później w „Kurierze” ukazał się na ten temat krótki komunikat. Później na bieżąco informował o sytuacji w stolicy i stanowczo potępił zamach piłsudczyków, nazywając go zbrodnią. Ten prawicowy dziennik także opublikował „List XX Biskupów” podpisany przez bp. Łukomskiego z Archidiecezji Poznańskiej i bp. Laubitza z Archidiecezji Gnieźnieńskiej, którzy wzywali do modlitwy za zakończenie wojny domowej, stając po stronie legalnych władz, W czasie walk w stolicy, przez Poznań przeszły demonstracje i wiece w obronie prezydenta, rządu, a przede wszystkim praworządności i konstytucji. Powtarzano powszechnie, że my poznaniacy zrobimy wreszcie „porzundek” w Kongresówce. Prasa endecka nazywała Piłsudskiego zdrajcą, buntownikiem, wschodnim bandytą, a wręcz poddawano w wątpliwość stan jego umysłu. Przejdźmy do spraw wojskowych. Od 13 maja stolica Wielkopolski stała się siedzibą sztabu kryzysowego, skupiającego przedstawicieli ugrupowań centroprawicowych. Na krótko zjawili się w Poznaniu Witos i Korfanty.

Utworzono komitet 5 stronnictw, grupujący przedstawicieli Związku Ludowo-Narodowego, Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji, Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego i Narodowej Partii Robotniczej. Komitet ten miał podejmować działania zmierzające do likwidacji zamachu. Wyrazem zgodnego wystąpienia było wydanie oświadczenia potępiającego zamach, przy którym stawiano znak równania z najgorszymi przejawami anarchii szlacheckiej okresu I Rzeczypospolitej. W imieniu społeczeństwa Polski zachodniej zapewniano również o całkowitym poparciu dla władz państwowych w walce z Piłsudskim. Przeciw zamachowi opowiedzieli się zdecydowanie m.in. wojewoda poznański, hr. Adolf Bniński i prezydent Poznania, Cyryl Ratajski. Wojewoda wprowadził nawet stan wojenny 15 maja.

Po opanowaniu Warszawy przez oddziały wierne Piłsudskiemu, ustąpieniu prezydenta Wojciechowskiego i objęciu obowiązków głowy państwa przez, marszałka sejm Rataja wykrystalizowały się w Poznaniu dwa stanowiska wobec nowej rzeczywistości. Zwolennicy pierwszego dążyli do podjęcia działań zbrojnych lub oderwania Wielkopolski od reszty kraju. Drudzy preferowali taktykę nieuznawania Bartla, desygnowanego przez Piłsudskiego kandydata na premiera, przy jednoczesnej koncentracji wojsk poznańsko-pomorskich w Poznaniu oraz nieprzerywaniu przygotowań wojskowo-organizacyjnych dla ewentualnej akcji przeciw Warszawie. Przygotowania Wielkopolski, a przede wszystkim obecność tam wojsk obu okręgów generalnych, miały stanowić groźbę skierowaną przeciw Piłsudskiemu. Takim środkiem nacisku zamierzano się posługiwać do czasu zwołania zgromadzenia narodowego i powrotu do stanu prawnego. Zwolennikami pierwszego stanowiska byli głównie przedstawiciele Chrześcijańsko-Narodowego Stronnictwa Rolniczego ze Stanisławem Kasznicą na czele. Wśród wybitniejszych endeków Poznańskiego przez długi czas podzielał je J. Marweg. Reprezentantem drugiej opcji był przede wszystkim W. Trampczyński, utrzymujący żywy kontakt z Bartlem”. Jego pogląd podzielał Seyda, lecz w przeciwieństwie do Trąmpczyńskiego przychylał się do planu autonomii Wielkopolski. Między zwolennikami a przeciwnikami podjęcia walki dochodziło do gwałtownych polemik. Padały zarzuty tchórzostwa.

Podczas zamachu majowego, red. Jan Merweg zorganizował antypiłsudczykowską Organizację Obrony Państwa w Poznaniu. Zofia Sokolnicka jako jedyna kobieta została powołana do zarządu. Został zorganizowany Komitet Wojewódzki, do którego wchodził m.in. dr Celestyn Rydlewski. Ta organizacja składała się głównie z polityków związanych z Chrześcijańskim Związkiem Jedności Narodowej. 20 maja został przemianowany na Komitet Obrony Państwa. Sprawy wojskowe powierzono Dowborowi-Muśnickiemu. Obok wielu organizacji społecznych, z „Sokołem” i Związkiem Harcerstwa Polskiego na czele, w jego skład weszły również wszelkie istniejące wówczas w Wielkopolsce organizacje kombatanckie poza Związkiem Inwalidów Wojennych, Jedna z pierwszych decyzji organizacyjnych Komitetu było powołanie Oddziałów Obrony Narodowej. Ich zadaniem miało być zapewnienie ładu publicznego oraz ochrona granic przed ewentualnymi prowokacjami ze strony Niemiec.

Niezwłocznie przystąpiono do tworzenia armii ochotniczej, której projektowi patronowali generałowie: J. Haller, K. Raszewski i J. Dowbór-Muśnicki. Tego ostatniego przewidziano na dowódcę tej formacji. Pomysł tworzenia „Armii Ochotniczej” wywołał duży aplauz w Poznaniu. Przemawiającemu na Placu Wolności Dowborowi zgotowano owacje. Fundamentem tej armii miały być grupy młodzieży mające za sobą przysposobienie wojskowe, organizacje paramilitarne (Związek Dowborczyków, Związek Hallerczyków), Młodzież Wszechpolska oraz grupy kombatanckie. W ciągu kilku dni zwerbowano ponad 2000 osób. Większość stanowili członkowie Legii Akademickiej. To nie wyczerpało wcale możliwości organizatorów. W pogotowiu znajdowały się także będące w dyspozycji endecji grupy terenowe. Zgromadzony potencjał wykorzystano tylko w niewielkim zakresie. Według J. Górskiego, na pole walki wysłano jednostki w sile około batalionu. Zasadniczą przeszkodą okazał się brak wsparcia władz wojskowych i administracyjnych. Nie zgodzono się na wydanie broni ani taboru kolejowego. Mimo zarekwirowania pociągu przez gen. Dowbora z poznańskiego dworca, ze względu na blokadę torów przez propiłsudczykowskich kolejarzy, oddziały poznańskie zakończyły eskapadę na stacji Kutno.

Senat Uniwersytetu Poznańskiego na nadzwyczajnym przedpołudniowym posiedzeniu podjął uchwałę wyjmującą Piłsudskiego spod prawa i nakładającą na każdego patriotę obowiązek podjęcia walki z rebelią. Podjęto także decyzję o zawieszeniu zajęć w uczelni na czas nieokreślony. Tego dnia proendeckie organizacje studenckie zorganizowały wielki wiec w westybulu ówczesnego Collegium Maius przy ul. Fredry 10. Obok prof. Edwarda Taylora, który przedstawił treść rezolucji senatu, przemawiali przedstawiciele różnych korporacji, nawołując do podjęcia walki zbrojnej. Podjęto rezolucję o niezwłocznym uruchomieniu zaciągu do Legii Akademickiej, mającej wyruszyć na pole walki, oraz o natychmiastowej, powszechnej mobilizacji wojsk ziem zachodnich. Uczestnicy wiecu sformowali pochód kierujący się na Plac Kolegiacki, do siedziby wojewody, któremu wręczono tekst powziętej rezolucji. O wiele skromniejsze rozmiary miał zorganizowany równolegle wiec młodzieży sympatyzującej z Piłsudskim i popierającej wydarzenia w Warszawie. 

Wojsko na ratunek rządowi

Minister Spraw Wojskowych, gen. Juliusz Malczewski wezwał na pomoc rządowi i prezydentowi oddziały z całej Polski. Telegram ministra dotarł 12 maja do Dowództwa Okręgu Korpusu nr VII, mającego swoją siedzibę w Poznaniu. Na czele DOK VII stał wprawdzie zagorzały piłsudczyk, gen. Kazimierz Sosnkowski, ale aktualnie nie było go w mieście. Zastępował go gen. Edmund Hauser, który natychmiast zaalarmował dowództwo 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty. Batalionu błyskawicznie osiągnęły gotowość do wymarszu i już w godzinach popołudniowych, 12 maja wyruszyły pociągiem przez Jarocin i Ostrów Wielkopolski, do Warszawy. Liczebność oddziału liczyła w sumie 1032 oficerów, podoficerów i żołnierzy. Na pomoc rządowi wyruszyli też żołnierze z innych miast Polski Zachodniej, a zwłaszcza z Leszna, Gniezna, Krotoszyna i Bydgoszczy. 

Żołnierze z Poznania dotarli do stolicy z nocy z 12 na 13 maja. Prawie od razu wzięli udział w walkach z rebeliantami w obronie Belwederu. Następnie walczyli w rejonie Alei Ujazdowskich, Placu Zbawiciela, ul. Wiejskiej i Koszykowej. 13 maja wyruszyły z Poznania kolejne liczby żołnierzy. W ich skład weszły: I i II dywizjon 14. Pułku Artylerii Polowej, liczące kilkaset wojaków. 14 maja z Poznania wybyły kolejne oddziały wierne rządowi i prezydentowi, w skład których weszli żołnierze m.in. z 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Z Leszna wyjechali żołnierze z 17. Pułku Ułanów. Transporty żołnierzy z poznańskiego natrafiały na przeszkody, gdyż siły wierne zamachowcom niszczyły tory, a w rejonie Kutna doszło do katastrofy kolejowej. 

Relacje świadka wydarzeń

Roman Dmowski tak wspominał tamte chwile w Poznaniu:

„Kiedy pociąg, którym jechałem z Paryża do Warszawy, stanął 15 maja w Poznaniu, nie mogąc iść dalej, znalazłem się to w atmosferze powszechnego wzburzenia: w całym kraju się organizowano, wszyscy gotowi byli iść na Warszawę, z pomocą pułkom w tutejszym, wysłanym na wezwanie legalnego rządu. […]

Wszelki tedy czyn ze strony Wielkopolski byłby w tym wypadku zaciągnięciem na długo wojny domowej, na którą państwo w naszym położeniu nie może sobie pozwolić, jeżeli nie chce wystawić na pewne niebezpieczeństwo swych granic. Zwłaszcza nie może takiej wojny zaciągnąć ziemia, leżąca na samej granicy, na której czujność jest najpotrzebniejsza. Ten wygląd był silnym hamulcem, który zatrzymał ruch Wielkopolski w miejscu. Poznańskie zajęło postawę wyczekującą. Co oznacza w tych warunkach postawa wyczekujące? W stolicy istnieje stan tymczasowy, który się może rozwinąć albo w mniej więcej trwały porządek prawny, albo w anarchję. Poznańskie jest ziemią, której przewrót nie dotknął, w której nie było wojny domowej, w której władze funkcjonują prawidłowo, a wojsko nie został zdezorganizowany. Jest to niezmiernie szczęśliwe ze względu na położenie tej ziemi na granicy, nie należącej do najbezpieczniejszych. […]

Trzeba tu stwierdzić, że ludzie, stojący na czele władzy cywilnej i wojskowej w Poznaniu, w pełni całkowicie swój obowiązek w tych trudnych chwilach wykazali oni spokój i zimną krew i energię czego przede wszystkim od was się wymaga […].

Właśnie cała zasługa społeczeństwa Wielkopolskiego, jego przedstawicieli władzy państwowej w Poznaniu jest, że pomimo całego oburzenie na to, co się stało w Warszawie, pomimo całej gotowości do walki o cywilizowane, prawne podstawy bytu politycznego, nie zrobili nic, coby naruszało i jedność państwa lub zagrażało jego całości. Dlatego Poznań dziś ma zaufanie w całej Polsce, zaufanie wszystkich Polaków, którym droga jest jedność i całość ojczyzny i pomyślna jej przyszłość. Gdy twórcy przewrotu zapomnieniu położeniu państwa, czy raczej nigdy nie umieli należycie o niem myśleć, tu – na zachodzie kraju – myśl o państwie jako całości zapanowała nad wszystkimi wszelkiemi uczuciami i czynami ludzi”.

– Dmowski Roman, „Pisma. Tom X. Od Obozu Wielkiej Polski do Stronnictwa Narodowego, Częstochowa 1939

Powrót do domu

19 maja oddziały z Wielkopolski powróciły do Poznania, owacyjnie witane przez mieszkańców stolicy Wielkopolski. Ogółem z walkach z Warszawie straty wśród żołnierzy i oficerów z Poznania wyniosły: 23 zabitych i 107 rannych.


Odkryj więcej z TZŚ – Tydzień Ziemi Śremskiej

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Obserwuj nas w Google News

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *