Historia Inki. Zachować się jak trzeba w nieludzkich czasach
W piątek i sobotę 6-7 marca w Katolickim Centrum Edukacji i Kultury została wystawiona sztuka pt. „INKA. Zachowałam się jak trzeba”. Młodzi aktorzy przedstawili sylwetkę Danuty Siedzikówny ps. Inka.
Sponsorem głównym działu EDUKACJA jest Gaduła – nauka z wyobraźnią:
Sponsorem głównym działu KULTURA jest Mrówka Śrem:
Na napisanie rzetelnej recenzji spektaklu „INKA. Zachowałam się jak trzeba” potrzebował kilku dni, by przetrawić bardziej jego wyraz artystyczny niż przekaz. Ten drugi jest dość jasny i przedstawienie miało na celu ukazanie historii Danuty Siedzikówny ps. Inka – dziewczyny z podlaskiej prowincji, której młodość przerwał wybuch II wojny światowej, a okupanci zamordowali obojga rodziców. Natomiast motywem przewodnim spektaklu był fragment grypsu do sióstr Mikołajewskich z Gdańska:
Reklama
Reklama
„Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.
Pierwotnie patrzyłem dość krytycznym okiem na to przedstawienie, ponieważ analizowałem go ściśle pod względem historycznym, abstrahując od wizji artystycznej typowej dla teatru. W końcu to nie jest film, który powinien dbać o detale i przedstawiać jak najbardziej prawdę historyczną.
Natomiast w tej sztuce dostajemy poruszające dzieje Inki od ciepła rodzinnego w domu przez tragiczne losy jej rodziców, służbę w partyzantce antyniemieckiej i antykomunistycznej po śmierć w ubeckich kazamatach. Najważniejsze dla mnie było spojrzenie na to przedstawienie wyłącznie na symbolikę, a głębią ukazywanych scen zostały ukryte w dialogach oraz ukazywanych emocjach przez aktorów.
Pierwsza scena jest bardzo tajemnicza i zarazem mroczna, w pewien sposób zwiastuje dramatyczny koniec bohaterki, której dusza jakby błądzi w zaświatach i mówi, żeby przekazać babci, że „zachowała się jak trzeba”.
Jednak z tego smutnego obrazu przenosi nas szybko Maciej Mielcarek w utworze „Bezimienni bohaterowie” Fortecy. Później kilka razy muzycy będą wplatać w spektakl przepiękne wykonania utworów patriotycznych.
W ciągu spektaklu spotykamy się z trzema etapami życia Danuty Siedzikówny. Najpierw w pierwszej scenie w domu rodzinnym, kiedy otrzymuje od ojca egzemplarz „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Jest to doprawdy dość alegoryczna scena ukazująca jak przedwojenne pokolenia uczono patriotyzmu i pewnego etosu polskości, czegoś współcześnie zapomnianego. Jednak także widzimy obraz kochającej się rodziny leśnika z Podlasia, ale ten sielankowy czas przerywa brutalnie NKWD, które wchodzi do domu i aresztuje ojca, męża, którego już nigdy Inka nie zobaczy. Później mamy do czynienia ze starszą dziewczynką jest świadkiem, kiedy do ich domu przychodzi listonosz z tajną przesyłką, co sugeruje, że matka służy w konspiracji. Jednak ważniejsza jest treść rozmowy pomiędzy dziewczyną a mamą:
- Bo jest wojna.
- Mamo, kiedy ona się skończy?
- Może jak ludzie przestaną do niej dokładać.
Jak pięknie tu wyjaśniono wpływ pieniędzy na przebieg konfliktów zbrojnych.
Następna scena wyjaśnia działalność matki, gdyż Danuta odwiedza rodzicielkę w więzieniu gestapo. Wtedy padają bardzo ważne słowa z ust pani Śledzik, które w przyszłości powtórzy sobie jej córka:
„[…] zemstę pozostaw Bogu”.
Tym sposobem zostaje de facto sierotą, gdyż jest to już pewne, że matka nie przeżyje, gdyż Niemcy nie wybaczają działań wymierzonych przeciwko Rzeszy.
Od tego momentu widzimy Siedzikównę w swojej najstarszej wersji, która wstępuje do konspiracji antyniemieckiej, a dokładniej do V Brygady Wileńskiej Armii Krajowej pod komendą majora Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszko. Pierwsza scena z tej części przedstawienia ukazuje emocje żołnierzy podziemia, którzy są zniecierpliwieni stacjonowaniem w lesie. Jeden z nich chciałby iść bić Niemców, a drugi go uspokaja i wyjaśnia racjonalnie, że na to przyjdzie odpowiedni moment. Obok natomiast Inka z koleżanką o pseudonimie Sarna przygotowują się do przysięgi, przeglądają się w lusterkach, by dobrze wyglądać. Może ta scena jest trochę przesadzona, lecz jasno wskazuje, że w podziemiu niepodległościowym panowały najwyższe standardy. Toteż po przybyciu Łupaszki z podkomendnym dziewczyny zgłaszają, iż partyzanci potrzebują toalety. Major przyznaje im racje i rozkazuje po przysiędze się umyć. Moment roty jest bardzo symboliczny oraz ukazany w artystyczny sposób, gdyż zgodnie w prawda historyczną odbierający przysięgę czytał jej treść, a przysięgający powtarzali za nim i ręce mieli położone np. na krucyfiksie. Tutaj światło pada na nastolatki, które recytują rotę z pamięci. Tu warto tez zaznaczyć, że aktorzy otrzymali piękne mundury odpowiadające tamtejszym realiom.
Następnie widzimy „Brygadę Śmierci” w akcji zbrojnej oraz służbę sanitariuszek w postaci pantomimy. W końcu nadchodzi scena, kiedy mjr Łupaszko przekazuje podkomendnym, że przenoszą się w region Borów Tucholskich i kontynuują walkę, al etym razem przeciwko Sowietom i ich miejscowym kolaborantom.
Potem ukazano naradę rozbijania posterunków milicji oraz UB na Pomorzu i w tym aspekcie można się przyczepić do nadwymiarowego ukazania ważności Danuty Siedzik w Brygadzie, ponieważ niepełnoletnia, zwykła sanitariuszka nie mogła brać udziału w najważniejszych obradach dowództwa. Inka mimo swojego heroicznego życiorysu, w konspiracji była prostym członkiem, który dopiero po śmierci stał się jednym z symboli Żołnierzy Wyklętych i dlatego w ukazywaniu jej historii istnieje właśnie zagrożenie przerysowania postaci, choć oczywiście w dobrej wierze.
Scena walki oddziału podziemia antykomunistycznego z Milicją Obywatelską jest kolejny raz tylko symboliczna i sama w sobie nie ma tyle wartości historycznej, co moralną, etyczną, chociaż świetnie ukazano umundurowanie MO. Na deskach widać leżącego milicjanta, do którego podbiega Inka, chcąc udzielić mu pierwszej pomocy. Kompani dziewczyny są temu przeciwni i radzą jej go zostawić, bo to „sługus komunistów” i skąd wie czy nie zabił właśnie, zapewne, jej chłopaka. Ona przez moment się zastanawia, ale przypomina sobie słowa matki:
„[…] zemstę pozostaw Bogu”.
Pomaga mężczyźnie, ale pozostawia go ze słowami:
„Zastanów się komu służysz – Polsce czy jej okupantom?”
Następnie przychodzi okres ukrywania się przed tropiącymi Wyklętych oddziałami UB, MO i KBW. W końcu dochodzi do pięknego spotkania u jednego z żołnierzy kilkunastu członków podziemia. Jednak poprzez donos zdrajcy dochodzi do nalotu Urzędu Bezpieczeństwa i wszyscy trafiają do więzień. Później widzowie mogli być świadkami jednego z przesłuchań Inki w gdańskim UB. Uważam, że bardzo dobrze ukazano jego brutalność, w tym przypadku nie tyle fizycznie, co psychicznie, strasząc aresztowaniem babci czy wymachując przed oczyma pistoletem. Jednak w następnej scenie widać efekty bicia przez komunistycznych katów, kiedy dziewczyna wije się z bólu na podłodze obskurnej celi. Widać w tym trochę aluzję do pierwszej sceny, bo Inka wstaje i ciężkim krokiem zmierza do krat celi, by wypowiedzieć słynne słowa z grypsu.
Na koniec przedstawiono karę śmierci Inki z Zagończykiem wykonanej przez pluton egzekucyjny. Po wystrzale broni, w zupełnej ciemności przeczytano życiorys Danuty Siedzikównej. Spektakl zamknął wykonanie utworu „Jedna chwila” z repertuaru Katarzyny Malejonek i Maleo Reggae Rockers z płyty „Panny Wyklęte”.
Podczas spektaklu można było usłyszeć wiele wspaniałych wykonań jak „Modlitwy dziewczyńskiej” Mariki przez Monikę Myler-Kozikowskiej czy w duecie z Gabrielą Jankowską „Walczyk” Lilu – obie piosenki z płyty „Panny Wyklęte”.
Warto przytoczyć słowa wypowiedziane przez reżysera przedstawienia Jakuba Kozikowskiego:
My ją głównie znamy z tego, że powiedziała „Powiedzcie moje babci, że zachowałam się jak trzeba”. Jednak jak zagłębimy się w jej życiorys, pochodzenie, że jej ojciec został zamordowany w Teheranie, matka też działała w konspiracji. Patrząc na to czuje się, że to zdanie nie było przypadkowe.
Także ważne słowa powiedział ks. kanclerz Ryszard Adamczak:
My się tak zastanawiamy czy w otaczającym nam świecie Wy to chwytacie, czy rozumiecie te czasy. Może patrzycie na nas i się dziwicie dlaczego my patrzymy ciągle wstecz, a teraz się patrzy tylko wprzód, ale jeśli bierzecie udział w takim przedstawieniu, to chyba tak.
Spektakl „INKA. Zachowałam się jak trzeba” był niezwykle artystyczną wizją losów Danuty Siedzikówny i najważniejszymi są wartości z niego płynące.





































































(fot. Wiktor Chicheł)
Odkryj więcej z TZŚ – Tydzień Ziemi Śremskiej
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.




