„Złodziejskie tournée” zakończone wpadką w Pleszewie
Kradzieże sklepowe to dla wielu właścicieli marketów prawdziwa plaga, ale historia tego 37-latka pokazuje, że „złodziejskie tournée” ma swój bardzo konkretny i mało przyjemny koniec. Mężczyzna, który brał z półek, co chciał, nie zważając na lokalizację, w końcu przeliczył się podczas wizyty w Pleszewie.
Feralne zakupy w Pleszewie
Wszystko zaczęło się 22 stycznia, tuż przed godziną 10:00. W jednym z pleszewskich marketów dzień toczył się normalnym rytmem, dopóki pracownice nie zauważyły mężczyzny, który zachowywał się co najmniej dziwnie. Zamiast do koszyka, towar lądował prosto w jego plecaku. Wybór „asortymentu” był dość szeroki: od kawy i markowego alkoholu, po środki czystości. Łączna wartość? Blisko 700 złotych.
Sponsorem głównym działu NA SYGNALE jest KT-24:
Kiedy personel postanowił zareagować i zwrócił mu uwagę, 37-latek zamiast skruchy, wybrał agresję. Zaczął krzyczeć i wszczął awanturę, najwyraźniej licząc na to, że hałasem utoruje sobie drogę do wyjścia. Na miejsce natychmiast wezwano patrol policji.
Reklama
Ujęty złodziej z bogatą kartoteką
Gdy funkcjonariusze z Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego wylegitymowali awanturnika, szybko stało się jasne, dlaczego tak bardzo nie chciał spotkania z prawem. Okazało się, że zatrzymany to mieszkaniec powiatu zgierskiego, który był już poszukiwany przez tamtejszą komendę. Lista jego „osiągnięć” była długa. Na początku stycznia w Zgierzu ukradł towar za 1300 złotych, ale to nie wszystko. Policjanci ustalili, że ten sam mężczyzna okradał markety w Śremie.
Reklama
Mimo że nie był to stały mieszkaniec powiatu śremskiego, regularnie pojawiał się w regionie, wykorzystując anonimowość w większych sklepach. Tym razem jednak system policyjny połączył kropki szybciej, niż on sam zdołał opuścić Pleszew.
Koniec złodziejskiego rajdu i 1,2 promila w tle
Finał interwencji był dla 37-latka mało optymistyczny. Badanie alkomatem wykazało, że miał on 1,2 promila alkoholu w organizmie, co prawdopodobnie dodało mu „odwagi” podczas sklepowej kłótni. Zamiast z darmowymi zakupami, mężczyzna zakończył dzień w policyjnym areszcie.
Poza mandatem za zakłócanie spokoju i porządku publicznego, czekają go znacznie poważniejsze konsekwencje. Jako złodziej usłyszy zarzuty dotyczące kradzieży w kilku miastach. Prawo w takich przypadkach jest dość surowe – za systematyczne okradanie sklepów grozi mu teraz kara do 5 lat pozbawienia wolności.



