Falstart „Orkana”, czyli lekcja pokory w Rydzynie
W historycznym, bo pierwszym meczu w klasie okręgowej piłkarze KSGB Manieczki przegrali w Rydzynie z Rydzyniakiem 3:4, mimo iż prowadzili już 2:0.
Zespół z Manieczek, mimo iż awansował i będzie grał pierwszy sezon w „okręgówce”, to ze względu na silną kadrę jaką posiada przez wielu uważany jest za „czarnego konia” rozgrywek. Czas pokaże, a boisko zweryfikuje, czy tak właśnie będzie. Póki co „Orkan” rozpoczął od wyjazdowej porażki, choć po 40. minutach gry nic na to nie wskazywało, a wręcz przeciwnie zanosiło się na to, że podopieczni Mateusza Pietrowskiego łatwo wygrają.
Szybko, bo w 10. minucie rywali „napoczął” Mateusz Michałowski, a po chwili podwyższył Mikołaj Berger i po kwadransie gry było już 2:0. Goście dominowali i wydawało się, że kolejny gol jest kwestią czasu tym bardziej, że okazje do podwyższenia miał Michałowski. Gdy wydawało się, że na przerwę „Orkan” zejdzie z dwubramkową zaliczką gospodarze w końcówce przeprowadzili akcję, która przyniosła im kontaktową bramkę.
Reklama
Reklama
Ta rozochociła Rydzyniaka po przerwie, który z podobnej opresji (przegrywając już 0:2) wyszedł na inaugurację w Pawłowicach (wygrana 5:4). Gospodarze zaczęli mocno i szybko zmusili do interwencji Jakuba Urbańskiego. W 56. minucie bramkarz KSGB faulował poza polem karnym wychodzącego na czystą pozycję rywala i w efekcie zobaczył czerwoną kartkę. Miejscowi wykorzystali grę w przewadze i szybko doprowadzili do wyrównania. W 70. minucie siły się jednak wyrównały, bo za dwie żółte boisko opuścił jeden z zawodników z Rydzyny. W 77. minucie świetną akcję przeprowadził wprowadzony chwilę wcześniej Hubert Szulczewski. Wygrał pojedynek z dwoma rywalami i wyłożył piłkę Michałowskiemu, który z bliska wpakował ją do siatki. „Orkan” prowadził 3:2 aż do 87. minuty. Wtedy w polu karnym faulował Arkadiusz Lewandowicz, a Wojciech Wojtkowiak nie zdołał obronić „jedenastki” i był remis. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów kapitalnym strzałem w okienko rezerwowy Rydzyniaka dał zwycięstwo i trzy punkty gospodarzom. Rydzyniak znów odwrócił losy meczu i wygrał 4:3 mimo iż przegrywał już 0:2.

– Jak mam być szczery, to do momentu straty kontaktowej bramki byłem spokojny o końcowy wynik i sądziłem, że łatwo wygramy – przyznał trener Mateusz Pietrowski. – Niestety, zamiast dobić rywali podaliśmy im rękę i sami ich napędziliśmy. Faul Urbańskiego nie podlegał dyskusji i czerwona kartka była słuszna. Szkoda, bo kiedy przegrywa się w takich okolicznościach tracąc dwie bramki w samej końcówce, to zawsze jest żal. Byliśmy blisko trzech punktów, a wróciliśmy z niczym. Myślę, że trochę pokory nam wszystkim się przyda, bo co niektórzy myśleli, że z marszu wejdziemy do V ligi, a to nasz pierwszy sezon w okręgówce, więc kubeł zimnej wody na gorące głowy dobrze co niektórym zrobi. Skupiamy się już na najbliższych dwóch meczach, które czekają nas w tym tygodniu – dodał.
W środę KSGB zagra zaległy, wyjazdowy mecz z Wisłą Borek (godz. 19.00), a w niedzielę podejmować będzie LUKS Stare Bojanowo (godz. 12.00).


