Mój ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim – syn Tadeusza Michalskiego z Dolska opowiada o losach bohatera
Mieszkańcy wszystkich gmin powiatu śremskiego z reguły wspominają o swoich przodkach jako uczestnikach Powstania Wielkopolskiego. Mieszkający w Dolsku Michał Michalski co roku, 1 sierpnia, wspomina swojego ojca Tadeusza, który w 1944 roku z bronią w ręku ruszył walczyć z Niemcami podczas Powstania Warszawskiego.
Pan Michał ma 72 lata, jest absolwentem Politechniki Poznańskiej i niemal 30 lat przepracował w śremskiej odlewni żeliwa.
Jeden z pokoi w odziedziczonej po rodzicach kamienicy przy dolskim rynku przypomina muzeum.
Wszystkie ściany obwieszone są pamiątkami i rozmaitymi dokumentami świadczącymi o niecodziennej historii jego ojca.

Mój ojciec w chwili wybuchu powstania miał 31 lat. Był plutonowym i od 1941 roku działał w Warszawie w Armii Krajowej. W powstaniu nosił pseudonim „Tryton”. Walczył w grupie „Północ” – batalionie „Wigry” oraz batalionie „Dzik” – Wojskowej Służbie Ochrony Powstania. Został ranny 28 sierpnia na ulicy Rybaki. Był więźniem Gestapo na Szucha, a następnie osadzony w Pawiaku, Oświęcimiu, Brzezince, Mauthausen i w końcu Gusen II. Po wyzwoleniu tego ostatniego obozu przez wojska amerykańskie w maju 1945 roku, do grudnia tego samego roku przebywał w szpitalu w Alpach z powodu poważnej choroby płuc, wrzodów żołądka i zupełnego wyczerpania psychicznego.
– wspomina ojca syn Michał
Nasz rozmówca ma wszystko w pełni usystematyzowane – zarówno w wersjach oryginalnych dokumentów, jak i w postaci cyfrowych plików.
Reklama
Fragment wspomnień sanitariuszki z batalionu „Dzik” mówi o ojcu pana Michała:
“ Zaczyna już szarzeć, nadchodzi świt. Nagle ktoś wpada na podwórze wołając, że Niemcy są już na barykadzie na rogu Podwala. Błyskawicznie ściągamy z siebie panterki, zwijamy w tobołek ukrywając w nim nasze legitymacje Akowskie. Tryton rozdaje chłopcom swoje garnitury, których ma pełną walizkę zabraną w ostatniej chwili ze swojego mieszkania na ulicy Rybaki. Z bramy dolatują nas wrzaski szwabów. Wszystko to trwało zaledwie kilka minut. Raus, raus – dolatuje ze wszystkich stron. Kto zostanie będzie rozstrzelany na miejscu – słychać ostrzeżenia. I tak wmieszani w tłum ludności cywilnej opuszczamy przed południem Stare Miasto. Kończy się dla nas Powstanie Warszawskie.”

Po powrocie do swojej ukochanej ojczyzny – Polski (było to w grudniu 1945 roku) – jak obecnie doskonale wiemy ze współczesnej historii, Tadeusz Michalski został niestety potraktowany jak wróg.

Michał Michalski mówi wprost:
Urząd Bezpieczeństwa i Polska Zjednoczona Partia Robotnicza zrobiły wielką krzywdę mojemu ojcu. Należy tę historię bezwzględnie pokazywać przyszłym pokoleniom, aby nigdy się to więcej nie powtórzyło.
Pan Michał pokazuje na to dowód.
To dokument z 1950 roku – wystawiony przez Komitet Powiatowy PZPR w Śremie. Mieścił się on przy Placu Bohaterów Stalingradu 3 – to chyba był dzisiejszy rynek?
– wyjaśnia nasz rozmówca
– Sekretarz partyjny kłamliwie tam pisze, że obyw. Michalski Tadeusz oddaje swój sklep dla Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Ojciec został do tego „oddania” po prostu zmuszony.

Po mrocznych latach Polski stalinowskiej Tadeusz Michalski działał w dolskim samorządzie, gdzie pełnił między innymi funkcję przewodniczącego rady miejskiej.
Ojciec do ostatniego roku swojego życia – zmarł w 1996 roku – w dniu 1 sierpnia jeździł do Warszawy, gdzie spotykał się ze swoimi kamratami z walki powstańczej. Zawsze tego pilnował. Ja zaś co roku w tym dniu palę znicz na jego grobie.
dodaje na koniec Michał Michalski

Pan Michał ma też w zanadrzu niesamowitą historię o swoim stryju, który był księdzem i został zamęczony przez białoruskich komsomolców. O tym jednak opowiemy naszym czytelnikom innym razem.



Jeden komentarz